Szukaj artykułów:

  
  
Artykuły [Polityka - Polska]


Porównanie programów PO i PiS

Kampania wyborcza dobiegła już końca. Znamy oficjalne wyniki wyborów parlamentarnych i obecnie toczą się negocjacje ws przyszłej koalicji. Ten tydzień będzie przełomowy jeśli chodzi o tok rozmów między Platformą Obywatelską, a Polskim Stronnictwem Ludowym. W kampanii mogliśmy poznać praktycznie wszystkie nieczyste chwyty, haki i zauważyć kopanie dołków pod politycznymi rywalami.

  Zaczęło się praktycznie od wojny na programy wyborcze i straszenie obywateli wizją Polski “zniszczonej i skorumpowanej”. Były też absurdalne zarzuty w kierunku politycznych rywali, że nie posiadają programu wyborczego. Większość procesów rozpatrywanych w trybie wyborczym były przegrywane z powodu braku poparcia swoich słów konkretnymi dowodami. Te kłamstwa miały na celu przekonać niezdecydowanych wyborców, aby w żadnym wypadku nie oddawali swojego głosu na formację polityczną konkurenta. Nie zabrakło też haseł i obrazów czysto populistycznych. Swoimi reklamami budziły często wstręt i odrazę do konkretnych działań rządowych. Te chwyty były często stosowane przez tzw. przystawki czyli Ligę Prawicy Rzeczypospolitej oraz Samoobronę. W tych reklamówkach widać było pewną nieporadność, która wynikała z bardzo słabych wyników tych partii we wszystkich sondażach. W podanym sondażu KW LPR i KW Samoobrona mają odpowiednio 4% i 3%. W bezpośrednim starciu z wyborcami 21.X.2007 uzyskały jeszcze gorszy wynik, nie pozwalający na otrzymanie cennych dotacji pozwalających przetrwanie tym partiom kolejnych 4 lat.

  Do porównania programów wybrałem dwie największe formacje polityczne czyli Platformę Obywatelską Donalda Tuska oraz Prawo i Sprawiedliwość Jarosława Kaczyńskiego. Sztandarową częścią programu partii braci Kaczyńskich jest bezpieczeństwo i walka z korupcją. Aby spełnić te postulaty Sejm V kadencji powołał do pracy Centralne Biuro Antykorupcyjne. Utworzenie tej formacji zezwoliła zarówna PO jak i PiS. Miała pierwotnie służyć do wyplenienia korupcji w świecie urzędników państwowych, lekarzy i innych grup społecznych. Zamiast sprawnie działającego biura ds. korupcji, mamy na razie policję polityczną, która niszczy i szuka “haków”. Przykładem może być sprawa posłanki Sawickiej, która została zatrzymana kilka tygodni przed wyborami, a dziwnym zbiegiem okoliczności - gdy Jarosław Kaczyński sromotnie przegrał debatę z Tuskiem - sprawa korupcyjna posłanki Platformy została “odkopana na wierzch” na tydzień przed wyborami. Posypały się konferencje prasowe szefa CBA, Ministra Sprawiedliwości i innych zwierzchników prokuratury i policji. Szef CBA, Mariusz Kamiński podczas konferencji prasowej wypowiedział następujące słowa:

(...) Ta konferencja każe się zastanowić, na kogo oddać swój głos. Polacy sami wyciągną wnioski (...)


, a w programie PiS’u czytamy:

(...) Sukcesem była np. akcja w ministerstwie rolnictwa, kiedy osobami zamieszanymi w korupcyjny proceder okazali się ludzie piastujący wysokie stanowiska państwowe. Trudno o lepszy przykład konsekwencji i bezstronności CBA (...)


   Platforma Obywatelska w programie prawie nic nie wspomina o dalszych losach CBA, jednak z wypowiedzi polityków PO z pierwszych stron gazet wiemy, że ta formacja zostanie odpolityczniona i nakierowana na realną walkę z korupcją, a nie jedynie na pozorowane zatrzymania, spektakle medialne i mnożące się konferencje prasowe szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

  W sprawie ordynacji Platforma ma konkrety, które pomogą osiągnąć wysoką frekwencję w następnych wyborach do parlamentu. Otóż liberałowie proponują zwiększenie dostępności wyborów czyli: wydłużenie głosowania do dwóch dni (zamiast jednego), głosowanie przez pełnomocnika, pocztą, w miejscu pobytu (a nie zamieszkania) oraz co najważniejsze: większościowa ordynacja i jednomandatowe okręgi wyborcze. W przypadku wyborów do Sejmu, PO rozważa także ordynację mieszaną o charakterze większościowym - w okręgach jednomandatowych. Prawo i Sprawiedliwość też myśli o ordynacji mieszanej, ale z tą, różnicą, że będzie bardziej podobna do tej obecnej - czyli ordynacji proporcjonalnej. Jest to moim zdaniem błąd. Należy się odciąć od ordynacji proporcjonalnej. Zawiera ona wiele wad: prowadzi do “rozczłonkowania” parlamentu, nie wiadomo kto reprezentuje dany okręg, zasady podziałów mandatów są bardzo skomplikowane i niezrozumiałe, nie mamy pewności czy w danym okręgu poseł mając po 500 - 600 głosów nie dostanie się do sejmu (w innym przypadku posłowie mając po kilkanaście tysięcy głosów też się nie dostają). Reasumując ordynacja proporcjonalna nie daje możliwości wyborcy decydowania o składzie Sejmu. Zapewnia skompromitowanym kandydatom miejsca w parlamencie, natomiast ordynacja większościowa jest przejrzysta. Wybiera się posłów z okręgów jednomandatowych i nie dostajemy w komisji wyborczej listy liczącej kilkadziesiąt nazwisk. Dostajemy zaledwie listę paru kandydatów, których będziemy znać i realnie zadecydujemy czy ma zostać posłem czy nie, bowiem osoba, która dostaje najwięcej głosów dostaje mandat poselski.

  Immunitet poselski. Jak wiadomo jest on sporną częścią każdego klubu parlamentarnego. Programy partii Tuska i Kaczyńskiego w miarę się pokrywają w tych kwestiach. Jednakże jest jedna zasadnicza różnica. Platforma chce znieść całkowicie immunitet, natomiast partia braci Kaczyńskich tylko tzw. immunitet formalny. Oznacza to zniesienie “parasola ochronnego” dla osób, które najczęściej dopuściły się czynności zabronionej przez kodeks karny.

  Podatki. Wiele osób w Polsce ma wstręt do słowa “podatek liniowy”. Niesłusznie. Platforma Obywatelska jako jedyna partia w Sejmie nie boi się przekonywać Polaków do tej formy rozliczania się z państwem. Wszyscy dobrze pamiętają słynne reklamy Prawa i Sprawiedliwości podczas kampanii w 2005 r z kotem “Sylwestrem” i pustą lodówką. Na takie nieprzemyślane gry Polacy dali się nabrać. PiS podaje sukcesy dotychczasowego rządu polegające na malejących podatkach, ale co z tego, skoro nadal są one bardzo skomplikowane? Przeciętnego Kowalskiego interesują dwie rzeczy: żeby podatki były niskie oraz by były nieskomplikowane. Obie te rzeczy spełnia podatek liniowy. Jest bardzo prosty i stosunkowo tani. Zachęca do inwestycji, przeciwdziała uchylaniu się przed płaceniem stawek oraz istotnie zmniejsza biurokrację. Podatek progresywny, tak chwalony przez większość partii “prospołecznych” w dłuższym okresie czasu powoduje zubożenie ludności. Powoduje wzrost bezrobocia i zmusza pracodawców do przenoszenia miejsc pracy w miejsca bardziej “przyjazne” podatnikom.

  Komputeryzacja sądów jest jednym z lepszych pomysłów obu partii. Prawo i Sprawiedliwość chwali się, że skomputeryzowało wszystkie sale rozpraw w sądach powszechnych. Platforma nie zostaje w tyle. W programie tłumaczą, że chcą zmodernizować systemy teleinformatyczne i rejestry wspomagające zwalczanie przestępczości. Oprócz tego są skłonni uporządkować i unowocześnić rejestry państwowe, aby urzędnicy mieli szybki dostęp do niezbędnych informacji.

  Jedną z ważniejszych decyzji, która w przyszłości nas czeka jest wprowadzenie wspólnej, europejskiej waluty. W programie partii braci Kaczyńskich nie ma ani słowa o euro. Jest to tym bardziej zadziwiające, ponieważ jako druga pod względem wielkości formacja polityczna powinna mieć własne zdanie na temat wprowadzenia unijnej waluty. Program PO dotyczący euro, jest dość lakoniczny, jednakże nie jest pozbawiony sensu. Mówi on, o obniżeniu deficytu budżetowego, który jest w obecnym momencie zbyt wysoki. Jest odniesienie o wzrostach cen po przyjęciu nowej waluty. “Platformersi” chcą zastosować działania zabezpieczające Polaków, przed nieuzasadnionym wzrostem cen detalicznych. Jak chcą to zrobić? Nie wiadomo.

  Dwóch kandydatów - Dariusz Lipiński (PO) i Jacek Tomczak (PiS) - walczyło o głosy poznaniaków na swoich listach wyborczych swoich partii. Mieli bardzo lakoniczny program, ale postarałem się “wyłuskać” z nich konkrety, a nie czcze hasła. Lipiński może się pochwalić bardzo dobrym stosunkiem aktywności poselskiej na Wiejskiej. Był najaktywniejszym posłem z Poznania. Zabiegał o stworzenie superszybkiej kolei, której linia przebiegałaby przez m.in. Poznań. W pierwotnym projekcie rządowym, “zostaliśmy” pominięci. Po interwencji posła PO, kolejny dokument już uwzględnia nasze miasto. Wywalczył ponad 50 milionów złotych na budowę kompleksu pływalń olimpijskich w kompleksie Termy Maltańskie. Bronił lokatorów poznańskich przed podwyżką u Ministra Finansów, wielokrotnie zabiegał o budowę dróg szybkiego ruchu S5 i S11 oraz o modernizację lotniska Ławica. Jacek Tomczak z Prawa i Sprawiedliwości również uplasował się w czołówce rankingu najaktywniejszych parlamentarzystów poznańskich. Pracował łącznie w 4 komisjach i aż 8 podkomisjach. Jest autorem największej liczby interpelacji (69) m.in. dotyczyły one szybkiej drogi S11 i dyskryminacji Polaków w Niemczech. Zadawał pytania o możliwości pomocy Muzeum Bambrów Poznańskich oraz o stan i utrzymanie mogił żołnierzy i pracowników przymusowych, którzy zginęli podczas wojny w Niemczech. Reasumując, Ci dwaj najaktywniejsi posłowie wzorowo starali się w V kadencji Sejmu o interesy Wielkopolan. W tej kampanii wyborczej na pewno będą równie pracowicie myśleć o Naszym Mieście jakim jest Poznań.

  Prawo i Sprawiedliwość tuż przed ciszą wyborczą “wpuściło w obieg” skandaliczną reklamówkę, która pokazywała, że zwycięstwo PO spowoduje wzrost umieralności wśród pacjentów, z powodu prywatyzacji szpitali. Dlatego, że lekarze mieliby najpierw patrzeć na zasobność portfeli, a dopiero potem stawiać diagnozy. Jest to wierutne kłamstwo, za które PiS zapłacił wysoką cenę. Partia braci Kaczyńskich straszy ludzi różnymi wizjami Polski, a zapomina, że to ich samorządowcy doprowadzili do prywatyzacji ponad 4 szpitali w ciągu ostatnich lat. Ta kampania wyborcza zawierała niezwykłą ilość pomówień, kłamstw i insynuacji. Prawo i Sprawiedliwość oparło na tych kłamstwach całą swoją kampanię wyborczą. Przegrywali proces za procesem z Platformą Obywatelską. Zaczęli od wyemitowania prześmiewczej reklamówki, która pokazywała, że PO to partia oligarchów i nieuczciwych biznesmenów. Następnie politycy PiS’u zaczęli w mediach wygłaszać oszczerstwa bez pokrycia, które miały na celu zniechęcić wyborców do konkurencyjnej partii. Taka taktyka podziałała - ale tylko wśród naprawdę słabo wykształconych ludzi z wykształceniem zawodowym lub podstawowym. Można też oczywiście dojść do wniosku, że Jarosław Kaczyński “kontynuuje” kampanię wizerunkową z 2005 roku. Na technokratyczny język innych partii i dotychczasowych rządów koalicja populistyczna odpowiedziała językiem troski, współczucia i oburzenia niesprawiedliwością. PiS jako pierwsza partia po 15 latach transformacji z troską pochylił się nad wszystkimi, którzy czuli się przez nią skrzywdzeni i wskazał winnych nieszczęściom - układ.

  Na tych paru - moim zdaniem najważniejszych - kwestiach będę musiał zakończyć, ponieważ program Prawa i Sprawiedliwości jest bardzo niedopracowany. Nie posiada zbyt wielu konkretów, a jedynie ma dużą ilość informacji ile zrobił rząd w poprzedniej kadencji Sejmu. Jednocześnie nie jestem w stanie porównać dalszych aspektów dotyczących Naszego państwa. Nie znalazłem informacji o przyszłości Narodowego Funduszu Zdrowia, o wprowadzeniu euro, o cięciach budżetowych, o ograniczeniu ilości ministerstw. Mimo, że PO i PiS to dwie partie prawicowe, to jednak ich programy w różnych kwestiach różnią się aż za bardzo. Obecnie jest mi bliżej do liberałów, niż konserwatystów, dlatego myślę, że PO ma zdecydowanie bardziej dopracowany program. Pod tym względem bezapelacyjnie wygrywa z PiS.



Sauron (2007-11-7 19:21:25)